5 błędów początkującego blogera

Jeżeli mój poprzedni wpis o zaletach blogowania zainspirował Cię do założenia własnego bloga albo już wcześniej chodził Ci po głowie pomysł założenia to jest pięć rzeczy, które musisz wiedzieć. Poznaj 5 błędów popełnianych przez osoby zaczynające blogowanie. Te 5 błędów bardzo często powoduje, że blogi jak szybko powstają tak samo szybko umierają ze szkodą dla ludzkości 🙂 Taką szkodą, że mogły by się tam pojawić bardzo wartościowe przemyślenia – ale się nie pojawią bo osoba prowadząca utknęła – najczęściej – na przynajmniej jednym z poniższych problemów….. serio, widziałem to kilkanaście razy, ktoś stwierdził, że zacznie pisać, a potem…. no cóż….

Kiedy zacząć prowadzić bloga

No właśnie, kiedy? Niektórzy mówią, że blogosfera już umarła, że teraz videło, jutuby i inne tego typu wynalazki bo milenialsi to pokolenie obrazkowe. Serio? Ale serio? Fajnie się ogląda vlogi i filmiki ale jeśli potrzeba konkretnej wiedzy to jednak tekst jest wygodniejszy do konsumpcji, łatwiejszy do wyszukania, łatwiejszy do szybkiego przeglądnięcia, do szybkiego przeczytania. I nawet źli osławieni milenialsi czytają. Tekst nie umarł, dlatego i blogi nie umarły. Zresztą zastanów się przez chwilę, ile treści odnośnie programowania konsumujesz w postaci video a ile w postaci blogów i artykułów tekstowych o programowaniu? No właśnie…

Blogi nie przeminęły, słowo pisane nie przeminęło. Jeśli chcesz założyć bloga to to zrób, tu i teraz. Otwórz nową zakładkę w przeglądarce i załóż. Nie ma co czekać na poniedziałek, pierwszy dzień miesiąca czy nie daj boże roku. Tu i teraz jest najlepszy czas. Lepszy czas już był 5, 10 lat temu. Jeśli serio chcesz założyć bloga to nie odkładaj tego – pora działać.

Wybór platformy blogowej

TL;DR; Wordpress.

Nie zastanawiaj się, czy lepszy jest wordpress czy joomla, czy może drupal, a może ghost, a może samemu coś by się dało napisać. Żadne własne wynalazki się nie sprawdzą. Serio… Zbudowanie porządnej platformy do blogowania to zadanie na pełny etat. Trzeba pomyśleć o bezpieczeństwie, o SEO, o wygodzie czytelnika i milionie innych rzeczy. Nie ma sensu pisać własnego narzędzia jeśli w 5 minut jesteś w stanie postawić działającego wordpressa. Wybór platformy blogowej to pierwsze sito odsiewające. Na tym etapie padło wielu. Wchłonięci w czeluści internetów, analizujący internetowe wojny o wyższości XXX nad YYY. Bez sensu…. instaluj wordpressa i pisz. To jest Twoje najważniejsze zadanie na początku prowadzenia bloga. Może kiedyś, gdy Twoje umiejętności w temacie wzrosną, gdy świadomość wzrośnie, zaczniesz się zastanawiać nad zmianą platformy. Ale tu i teraz, nie pora na to. Instaluj i pisz pisz pisz!!!

Wybór hostingu

Sito numer dwa, hosting. Który lepszy, który wydajniejszy, który daje więcej ficzerów. Może VPS lepszy bo postawie co chcę i jak chcę. Wszystko zabezpieczę, wszystko poustawiam…. bla bla bla. Serio? Masz telefon w kieszeni? Zbudowany samodzielnie? A może samochód kupujesz w częściach i składasz w garażu? Wybór hostingu na początku nie ma zupełnie znaczenia. Nawet najgorszy, najmniej wydajny hosting da radę. Powaga. Jeśli kupując domenę dostałeś jakiś minimalny hosting za free – to wiedz, że on zupełnie wystarczy. Cały myk w blogowaniu polega na tym aby pisać pisać pisać. Na początku nie będzie walić 10000 ludzi dziennie więc to serio nie ma znaczenia. Nie ma sensu marnować energii i czasu na analizowanie wszystkich hostingów na rynku. Zdradzę, Ci sekret. Bloga można przenosić pomiędzy hostingami. To się da zrobić i nawet nie jest jakieś specjalnie trudne. Jeśli myślisz o założeniu bloga to kluczem jest pisanie. Więc na początku skup się tylko na tym….. i na niczym innym.

Wybór skórki, tematu

Trzeci krąg piekła, odsiewający tych co już zainstalowali wordpressa. Ten krąg odsiewa najwięcej adeptów. Temat, skórka, wygląd. Jaki wybrać. Co wybrać. Wiadomo, musi być responsywny, musi być piękny, musi być wspaniały. Najlepiej bezpłatny. I wchodzisz w skórki, i przeglądasz, i szukasz. Energia Ci maleje bo tematów w internetach znajdziesz miliony. W każdym coś nie będzie Ci pasować, w każdym coś będzie nie tak. Czasem może się pojawić szaleńcza myśl, poprawię ten temat, albo jeszcze gorsza, zrobię samodzielnie temat. UWAGA!!! TO BŁĄD. Co jest najważniejsza rzeczą w blogu? TREŚĆ!!! TREŚĆ!!! TREŚĆ!!! więc pisz pisz pisz. Jeśli po trzech miesiącach dalej będzie Ci się chciało pisać i będziesz regularnie pisać to wtedy poszukaj sobie jakiegoś tematu. Wcześniej nie ma sensu bo poszukiwania idealnego tematu zabiorą Ci resztki energii i nie powstanie nic. Znowu, z doświadczenia, wielu adeptów padło na tym etapie. Chcieli prowadzić bloga ale poszukiwania tematu idealnego zwiodły ich na manowce. Nie popełniaj tego błędu i używaj tematu domyślnego. Zacznij myśleć o jego zmianie dopiero 3 miesiące po regularnym pisaniu. Jeśli domyślny temat wydaje Ci się brzydki i bezsensowny to mimo wszystko oprzyj się pokusie zmieniania go a swoją energię przelej na pisanie pisanie i jeszcze raz pisanie.

Wybór pluginów

Jest jeszcze jeden krąg piekła, który odsiał niemało adeptów blogowania i zawrócił z drogi tworzenia na drogę konsumpcji. Pluginy. Wiadomo, żodyn, ale to żodyn wordpress nie ostanie się bez dobrej paczki pluginów. Tylko jakie wybrać. Jak zainstalować. Cache, optymalizacje, seo, karty fb, karty tt, meta sreta. Jeśli dalej czytasz, to już wiesz jaka jest odpowiedź. Na początku drogi nie potrzebujesz, żadnych pluginów. Potrzebujesz treści więc musisz pisać pisać i jeszcze raz pisać. Dopiero po jakimś czasie zastanów się, czy na pewno potrzebujesz jakiegoś pluginu, a jeśli tak to jakiego. Na samym początku skup się na treści. Przyjdzie czas na picowanie bloga.

Na koniec mały disclaimer. Nie zrozum mnie źle, pluginy, dobry temat, solidny hosting to wszystko jest potrzebne i ważne ale nie na początku. Na początku skup się na budowaniu treści i budowaniu nawyku pisania. Masz wiele rzeczy nad którymi trzeba pracować więc nie bierz za dużo na barki. Nie zmarnuj swojej początkowej energii a skieruj ją na pisanie i tworzenie TREŚCI.  Na początku to jest najważniejsze. Wszystkie inne rzeczy to drugi, trzeci i czwarty plan. Serio, jeśli wytrwasz i przez trzy miesiące będziesz regularnie pisać to dopiero wtedy zacznij myśleć o tych innych rzeczach. Wtedy to będzie miało sens.

…a teraz pora założyć swojego bloga, tylko wiesz…. 🙂

Powodzenia

 

 

5 rzeczy, które da Ci prowadzenie bloga

Ponad 10 lat temu założyłem tego bloga. Jak, chyba każdy,sam zacząłem od wpisu a’la hello world. Właśnie przed chwilą go otwarłem i przypomniałem sobie, że to nie było pierwsze podejście do tematu – zresztą sprawdź sam. Przez te 10 lat nie blogowałem regularnie, jednak z perspektywy czasu nasunęło mi się kilka myśli i powodów dlaczego warto założyć własnego bloga – choćby dzisiaj. Być może będzie to dla Ciebie ciekawa inspiracja, być może stwierdzisz, że też tak chcesz. Być może masz już swojego blogaska i masz inną perspektywę – chętnie posłucham. Tymczasem oto moja subiektywna lista 5 rzeczy, które da Ci prowadzenie bloga.

1. Wzrosną Twoje umiejętności

Bez względu na tematykę bloga, Twoje umiejętności wzrosną. Poprawi Ci się interfejs pisarski. W zawodzie programisty często krąży obiegowa opinia, że to nie jest nasz najważniejszy skill – bo przecież „ja se kodzik pisze a nie wypracowania”. Nie do końca jest to prawda. Czasem trzeba napisać maila do klienta albo współpracownika. Czasem trzeba napisać – o zgrozo – kawałek dokumentacji. Pół biedy jak to jest dokumentacja techniczna – wtedy dobra ilość „exampli” się obroni, czasem jednak trzeba napisać dokumentację taką dla… wiesz, normalnych ludzi. Zresztą pisanie to nie wszystko. Przecież bloga prowadzi się o czymś. Jeśli zaś piszemy o czymś, to warto by było pisać o czymś na czym się znamy – zgadza się? Pisząc o programowaniu czasem trzeba sięgnąć do książki czy dokumentacji i okazuje się, że właśnie nasze umiejętności techniczne trochę wzrastają. Działa tutaj stara zasada – jeśli chcesz się czegoś dobrze nauczyć, zacznij uczyć innych. Wtedy wszelkie luki we własnej wiedzy powoli się wypełniają. Czasem ktoś zada ciekawe pytanie i trzeba poszukać głębiej. Czasem ktoś podrzuci uzupełniający materiał. Przekazując wiedzę innym, pogłębiasz swoją własną. Win-win.

2. Prowadznie bloga nauczy Cię SEO

Być może, nie tworzysz systemów webowych, być może seo zupełnie Cię nie interesuje. Prowadząc bloga jest jednak duża szansa, że wcześniej czy później zaczniesz zgłębiać tą tematykę. Dowiesz się jakie znaczenie ma optymalizacja tekstu, js-ów, css-ów i wielu, wielu innych rzeczy. Tematyka jest bardzo szeroka. Ja dzięki temu blogowi liznąłem tematykę AdWords i AdSense, jakieś podstawy SEO właśnie, reklamy na FB, jak pisać ciekawie – tak aby ludzie chcieli to czytać. Poznałem wiele narzędzi i mechanizmów, których bym nie poznał bo nie leżą one w zakresie moich codziennych zadań. Jak pewnie wiesz, trudno uczyć się wszystkiego, trudno też uczyć się suchej teorii. Blog może być bardzo fajnym eksperymentem do zgłębiania tajników internetów i lepszego zrozumienia jak cała ta sieć działa. Być może odkryjesz w sobie nowe talenty albo poznasz technologie, które bardziej Cię wciągną niż codzienna „bieżączka”.

3. Poznasz ciekawych ludzi

Nie samym internetem człowiek żyje, ale internet może spowodować, że poznasz ciekawych ludzi, którzy mają podobne pasje i podobne zainteresowania jak Twoje. Znajomości offlineowe mają pewne geograficzne ograniczenie. Internet znosi tą barierę a prowadzenie bloga może spowodować, że dotrzesz do takich jak Ty. Jak to działa? Ano jeśli piszesz w miarę regularnie to zostawiasz w Internecie pewną wartość. Nawet nie zdajesz sobie sprawy dla jak wielu ludziom Twój wpis może ułatwić pracę. Później będąc na konferencji czy jakimś meetupie te osoby mogą przyjść i podziękować, powiedzieć, że Twój tekst im pomógł. Nie raz miałem takie sytuacje i to daje miłą satysfakcję i energię do dalszej pracy. Pewnego razu dostałem nawet mailowe podziękowania od kogoś z bodajże USA, że mój post pozwolił rozwiązać problem, który ta osoba miała, a nawet na Stack Overflow nie było odpowiedzi. Najciekawsze w tym wszystkim jest fakt, że piszę po polsku – to jednak nie stanowiło bariery. Komunikat błędu plus screeny były wystarczającą informacją dla tej osoby. Piękne, prawda? Jestem przekonany, że w Twojej codziennej pracy zmagasz się z wieloma problemami. Opisz je, podaj rozwiązanie, pomożesz komuś.

4. Otworzą się przed Tobą różne drzwi

Prowadzenie bloga otwiera czasem, różne ciekawe drzwi. Czasem jakaś firma poprosi Cię o opinię. U mnie tak się stało po serii artykułów o długu technologicznym. Napisała do mnie firma z Francji, która próbowała wprowadzić narzędzie do zarządzania długiem technologicznym na polski rynek. Niestety wtedy (a był to rok 2013) temat był… delikatnie mówiąc abstrakcyjny dla wielu ludzi.  Po wielu mailach stwierdziliśmy, że jeszcze nie pora na to narzędzie. Oczywiście firma prowadziła dalej swoje badania (przecież nie będą się podpierać opinią jakiegoś jednego kolesia z internetów), wróciła do mnie po ponad pół roku z informacją, że niestety ale na tamtą chwilę, rynku w Polsce na to nie ma. Inne drzwi, które otwarły się dla mnie przez (między innymi) prowadzenie bloga to możliwość prowadzenia szkoleń – a tym samym pogłębianie mojej własnej wiedzy (patrz punkt 1). Z tymi szkoleniami to dłuższa historia – może na inny wpis – jednak posiadanie jakiejś udokumentowanej i online-owej bazy tekstów ułatwiły wejście do tego świata.

5. Zbudujesz swoją własną, podręczną bazę wiedzy w formie bloga

Najważniejsze zostawiam na koniec. Własna podręczna baza wiedzy w formie bloga. Rozpoczynając blogowanie nie miałem zamiaru zostać znanym blogerem – to nie był mój cel. Bardziej chciałem spisywać rzeczy, które mnie interesują. Pisać dla siebie. Tworzyć treści, do których mogę czasem wrócić. Wielokrotnie zresztą wracałem. Ile razy zdarzyło Ci się drugi, trzeci raz tłumaczyć to samo? Albo kolejny raz szukać rozwiązania tego samego problemu? Napisz notkę na blogu i voila. Czasem sam sięgałem do taki wpisów a czasem podsyłałem komuś link do gotowego rozwiązania – jak choćby integracja SVN z GIT-em. Jeden link i problem z głowy. Same plusy.

 

 

Umarł GitLab niech żyje git czyli co zrobić zepsuje się git

git sie zepsul co robic

Git to repozytorium kodu a repozytorium kodu to jedno z podstawowych narzędzi pracy programisty. Dzisiaj pół internetu pisze, że GitLab – serwis do hostowania repozytoriów git – zaliczył poważną wpadkę. Trudno, zdarza się ale jakie można z tego wyciągnąć wnioski?

Single Point Of Failure

Centralne repozytorium kodu ma tą wielką zaletę, że jest centralne. SVN-y, SourceSafe-y i inne tego typu repozytoria kodu mają wielką zaletę – jedno źródło prawdy. To też najsłabsza strona – bo jak padnie serwer to nie ma nic. Na komputerach programistów pozostanie wprawdzie kod źródłowy ale bez jakiejkolwiek historii. Na ten wypadek warto mieć zbudowany odpowiedni plan backupu a właściwie kilku backupów – w chmurze, w szafie ogniotrwałej, offsite. Warto by było od czasu do czasu sprawdzić czy z backupu da się cokolwiek odzyskać. Generalnie w sytuacji awarii serwera odgrzebujemy backup, przywracamy repozytorum i pracujemy dalej no chyba, że padł sprzęt a my nie mamy zapasu, wtedy zamawiamy nowy, przywracamy co trzeba i pracujemy dalej. Już po kilku godzinach lub dniach spokojnie sobie pracujemy. Czy nie da się tego jakoś usprawnić?

Git na ratunek!

Dzisiejsza awaria GitLaba przeraziła całkiem sporą część internetu. Nie ma się co dziwić, bo wyobraź sobie, że nagle nie masz dostępu do swojego repozytorium. Mi się taka akcja zdarzyła w najgorszym możliwym momencie – w czasie wdrożenia przy sporej presji czasowej. Nagle repozytorium git-owe padło a dokładniej padł vpn do serwera ileś tam kilometrów dalej. Dwie osoby pracują nad kodem – wiadomo, ostatnie poprawki – czas ucieka, zmęczenie doskwiera a tu co? mamy ręcznie kod mergować? Na szczęście git to rozproszone repozytorium kodu a nie jak wspomniane w pierwszym akapicie „centralne repozytoria”. Rozproszone repozytorium oznacz tyle, że masz lokalną kopię całego repozytorium na komputerze. To oznacz, że bardzo szybko możesz postawić inne repozytorium. W moim przypadku sprowadziło się to do założenia repozytorium na bitbuckecie (bo tam można za darmo hostować prywatne repozytorum) a potem wykonania dwóch komend:


    git remote add backup git@bitbucket.org:.../.....git

    git push backup master

To spowodowało, że w chmurze pojawiła się pełna kopia repo i mogliśmy spokojnie pracować dalej. Cała operacja trwała może 5 minut razem z założeniem konta i wysłaniem danych.

Czy awaria gita to jakaś tragedia?

No właśnie, wracając do samej awarii gitlab-a (ale i innch, githuba, bitbucket-a i tych wszystkich tajnych firmowych „bezpiecznych” repozytoriów), jeśli tylko nasze repozytorium jest rozproszone to w 5 minut jesteśmy wstanie postawić kopię i pracować dalej. Taka awaria będzie dla nas mikro przeszkodą a nie tragedią blokującą pracę na godziny a czasem nawet na dni. To jest siła posiadania kopii repozytorium lokalnie…

… z małym zastrzeżeniem, jeśli regularnie commitujemy i regularnie pushujemy do zewnętrznego repozytorium.

 

Sprzątaj swój kodzik nieustannie czyli o ciągłej refaktoryzacji.

refaktoryzacja to proces ciągły

Siadam do kodu i piszę… i piszę… i piszę… a potem save, commit, push. Done? No, nie bardzo. Jeśli pracujesz w TDD, to dobrze wiesz co to jest: red, green, refactor. REFACTOR!, REFAKTORYZACJA! Czyli moment kiedy po prawie skończonej pracy porządkujemy kod. To  sprowadza się do posprzątania śmieci, usunięcia zbędnych zmiennych, metod i klas oraz wprowadzenia abstrakcji tam gdzie trzeba – ogólnie doprowadzenie kodu do stanu używalności – do stanu jaki chciałbyś sam zastać jak będziesz z nim pracować. Jeśli nie pracujesz w TDD to pewnie i tak sprzątasz twórczy bałagan – tylko nie nazywasz to refaktoryzacją. No chyba, że tego nie robisz; to może pora zacząć.

Dlaczego kod nie refaktoryzowany ssie?

Ile razy ktoś marudził na kiepski kod? Jak to jest, że taki kod powstaje? Sam się przecież nie pisze. To my go takim robimy. Czasem nie ma czasu, żeby sprzątnąć bo deadline albo jakakolwiek inna wymówka, ot po prostu nie refaktoryzujemy. Czasami po prostu nie mamy chęci i energii; to jednak nikogo nie zwalnia z obowiązku refaktoryzowania od czasu do czasu. Przecież koniec końców to  my w przyszłości będziemy z tym kodem najwięcej obcować. Zawsze można coś zwalić na innych członków zespołu. Im większy zespół tym łatwiej ale czy na pewno o to chodzi? Jesteśmy dorośli… trzeba po sobie posprzątać. Jaki jest sens trzymania 10 pustych linii pomiędzy metodami? To nie jest kartka papieru gdzie kiedyś coś dopiszemy. Nic tak nie rozprasza jak wtedy, gdy przewijając kod widzisz raz większe a raz mniejsze dziury w kodzie. Do tego jakieś kawałki kodu wykomentowane. Serio? Przecież nawet nie wiadomo czy to jeszcze działa. Co to robiło. Wywal te komentarze i wywal puste miejsca i niech to jakoś wygląda. Na początek tyko tyle i aż tyle. Dzisiaj po otwarciu 690 linijkowego pliku zacząłem wywalać takie puste miejsca. Jak skończyłem zostało ich 615. Nie usunąłem wszystkich pustych linii bo to by było bez sensu.

Najprostsza refaktoryzacja – puste linie

Puste linie są świetnym narzędziem do poprawienia czytelności kodu gdy oddzielają metody, gdy oddzielają usingi od namespace-a czy logiczne kawałki kodu od siebie. Wtedy ich użycie jest bardzo zasadne. Kod ma się dobrze i łatwo czytać a takie wolne miejsce pozwala coś zaznaczyć . Edytory kodu nie mają (na szczęście) pogrubiania czy ustawiania różnych fontów dla kawałków kodu (wyobrażasz sobie pół metody boldem bo to jest ważniejsze pół metody?). Wolna linia jest naszym narzędziem.

A wracając do wątku… po wyczyszczeniu tego jednego pliku odpaliłem te same reguły na całym solution i okazało się, że 120 plików się zmieniło. Jak dobrze, że są automaty, które potrafią usprawnić ten proces 🙂

A jak to jest w innych branżach?

W piekarni, cukierni, kuchni robi się bałagan. To jest naturalny efekt uboczny procesu przygotowania produktu. Tu się coś wysypie, tam się wyleje. Nie da się utrzymać kuchni bez jednego brudka, bez jednej skazy podczas gotowania,ale naturalne jest, że po skończonej pracy wszystko się sprząta. Nie zostawia się na kiedyś. Nikt nie mówi, jutro. Jak się zostawi syf to potem się zalęgnie robactwo i będzie coraz trudniej doprowadzić lokal do stanu używalności. Zresztą, czy ty jako klient swojej ulubionej restauracji wolisz, aby sprzątali na kuchni codziennie czy może nie sprzątali w ogóle a raz na pół roku (jak wynegocjują z klientami sprint na sprzątanie) robili miesiąc wielkiego, gruntownego sprzątania? Myślisz, że tak sobie wymyślam? Zobacz jak pracują kucharze w MasterChefie gdzie gotują amatorzy a jak w Top Chefie gdzie gotują zawodowcy. Pomimo skrajnie skromnych ilości czasu w Top Chefie na ugotowanie czegokolwiek – oni ciągle sprzątają. Gotują i ciągle, dbają o to aby było czyściutko – to się nazywa ciągła refaktoryzacja w kuchni. To nie jest zryw przed końcem czasu, to jest ciągły proces, ich druga natura. Talerz leży do wydania a stanowisko prawie jak nietknięte. W MasterChef-ie natomiast jest więcej czasu a mimo tego często na stanowiskach jest… bałagan. Jest bałagan, bo uczestnicy nie mają we krwi ciągłego sprzątania swojego warsztatu no i jak już dzieło jest skończone to nie ma czasu aby doprowadzić stół do porządku. To jest różnica pomiędzy profesjonalistami a amatorami.

Czy warto prowadzić bloga?

W ostatnim wpisie pisałem dlaczego warto zgłosić się do konkursu daj się poznać – tak przy okazji to jeśli jeszcze się wahasz to chyba ciągle można się zgłaszać więc nie jest za późno. Tak przy niedzieli mnie naszło – dlaczego warto prowadzić bloga. Poza różnymi benefitami, których nawet się nie spodziewasz i poza “personal brandingiem”, który może bardzo pomóc w przyszłości jest coś co jest słabo może mierzalne finansowo ale jest bardzo inspirujące – przynajmniej dla mnie. Mianowicie satysfakcja. Czyli coś czego nie da Ci nawet najlepsza wypłata za najbardziej gównianą robotę. Dobra płaca za męczącą pracę wcześniej czy później wypali, zniszczy, przemieli i wypluje pusty korpusik. Satysfakcja z tego co się robi jest kołem napędowym do wielu wielu wielu innych rzeczy. Daje poczucie sensu. Dla mnie takie poczucie dały dwa komentarze jakie dostałem.

Really Need That, Thanks Bro

Muhammad Taha

Thank you very much to share your knowledge you save me

Victor Cabrera

Dlaczego piszę o tych dwóch konkretnych komentarzach? Bo są po angielsku i mimo, że nie prowadzę bloga po angielsku a po polsku to jednak pewnie problemy jakie opisałem były na tyle efemeryczne, że dopiero tutaj ktoś trafił na rozwiązanie. Każdy z nas tygodniowo co najmniej kilka takich błędów rozwiązuje. Warto o tym napisać, żeby wszystkim się lepiej żyło. Nic tak nie irytuje jak znalezienie błędu, który mnie zatrzymuje w pracy a w internetach nikt takiego problemu nie ma. Pisz! Ktoś pewnie czeka na Twoje rozwiązanie.